Od tysiącleci próbujemy zwalczać uciążliwe objawy chorób, w szczególności ból i gorączkę. Środki naturalne zostały z czasem zastąpione przez leki. Niestety, te powszechnie dostępne są często nadużywane, a wiele z nich, w połączeniu z innymi substancjami ma działanie niepożądane, prowadzące do… poważnych chorób.

dr Edyta Adamczyk-Kutera
Dr Edyta Adamczyk-Kutera

Dr Edyta Adamczyk-Kutera, lekarz medycyny estetycznej, Konsultantka Programu LEAP

Każdy organizm, żeby przeżyć, musiał rozwinąć mechanizmy umożliwiające obronę przed zagrożeniami i adaptację do zmieniających się warunków życia. Na straży naszego organizmu stoją trzy powiązane ze sobą układy: nerwowy, hormonalny i odpornościowy. W przypadku infekcji bakteryjnych, wirusowych i parazytologicznych, a także urazów, podstawową bronią jest wywołanie ostrego stanu zapalnego. Jego zadaniem jest utworzenie bariery obronnej, zwalczenie „intruza”, usunięcie obumarłych komórek i naprawa zniszczeń.

W przypadku większości infekcji organizm potrafi radzić sobie sam, chociaż zdarzają się sytuacje, w których intruz jest za silny, organizm osłabiony, albo wywołany stan zapalny za ostry i za gwałtowny. Dochodzi do poważnych uszkodzeń tkanek oraz organów i przejścia zapalenia w stan przewlekły, stopniowo doprowadzający do coraz większych, nieodwracalnych uszkodzeń. Nasilają się dolegliwości bólowe i niepełnosprawność. W skrajnych przypadkach może dojść do zgonu.
Ostry stan zapalny charakteryzują typowe objawy: obrzęk, zaczerwienienie, podniesienie ciepłoty, bolesność i utrata funkcji zajętego narządu lub tkanek. Ich nasilenie zależy od rodzaju zagrożenia, rozległości uszkodzeń oraz siły odpowiedzi ze strony układu odpornościowego. Są to elementy obrony, a jednocześnie dokuczliwe objawy.

Zwalczyć uciążliwe objawy

Od tysiącleci próbowano zwalczyć lub osłabić objawy chorób, a w szczególności ból i gorączkę. Starożytni lekarze, szamani, ludowi uzdrowiciele pilnie obserwowali rośliny i zwierzęta, dzięki czemu uzyskiwali cenne informacje na temat ich leczniczych lub trujących właściwości. Zdobytą wiedzę wykorzystywali stosując różne części roślin, jad owadów i gadów oraz inne dary natury w uśmierzaniu bólu, obniżaniu gorączki, leczeniu ran i wielu innych dolegliwościach, a czasami do niecnych celów, np. trucia. Do naturalnych leków zaliczano czosnek, cebulę, żurawinę, maliny, miętę, czarne jagody, borówki, miód, korę wierzby, kwiat lipy i wiele innych.
Nie znano przyczyn większości dolegliwości i leczono jedynie uciążliwe, zbyt niebezpieczne objawy, a organizm musiał radzić sobie sam.

Kobieta gładzi sobie twarz

Kora wierzby – muza farmacji

Zbierana przez wieki i przekazywana następnym pokoleniom wiedza i mozolna praca, a może raczej ciekawość chemików, stały u podstaw współczesnej farmacji. Już w zapisach sumeryjskiego lekarza z ok. 5 000 r. p.n.e. znajdują się wzmianki o leczniczych właściwościach kory wierzby, a w starożytnym Egipcie stosowano ją do leczenia kaszlu, bóli reumatycznych i zapalenia ucha. Korę wierzby wykorzystywali greccy i rzymscy lekarze. Hipokrates (V w. p.n.e.) zalecał ją jako lek na gorączkę i bóle porodowe, a Celsus (I w. n.e.) – na stany zapalne, podobnie jak żyjący w tym samym czasie grecki lekarz Pedanios Dioskurydes, czy najsławniejszy lekarz czasów rzymskich – Galen (II w. n.e.). Lecznicze działanie roślin interesowało chemików, którzy od czasu Paracelsusa próbowali izolować z nich czynne substancje. XIX wiek był erą sukcesów i w ciągu jego pierwszych 30 lat wyizolowano morfinę, strychninę, kofeinę, nikotynę, chininę i salicynę – tę ostatnią z kory wierzby. Kilka lat później udało się przeprowadzić hydrolizę salicyny do saligeniny, a następnie utlenienie tej ostatniej do kwasu salicylowego, znacznie mocniejszej substancji. Lekarze zaczęli przepisywać nowy lek głównie na bóle reumatyczne, ale pacjenci zażywali go niechętnie, bo był wyjątkowo niesmaczny i przy braniu dużych ilości drażnił usta, przełyk oraz żołądek.

ręka

W poszukiwaniu żyły złota

Pod koniec XIX wieku szukano skutecznego leku na dolegliwości oddechowe, męczący kaszel, a przede wszystkim gruźlicę, na którą cierpiały setki tysięcy ludzi. Gdyby miał on jeszcze działanie przeciwbólowe, to niewątpliwie stałby się żyłą złota dla zakładu farmaceutycznego, który pierwszy taki lek wprowadzi na rynek.

Doktor Felix Hoffmann, pracujący w dziale farmaceutycznym firmy Bayer, szukał skutecznego leku dla swojego ojca, cierpiącego na silne bóle reumatyczne, który przyjmował, okropny w smaku, wywołujący mdłości i podrażniający śluzówkę żołądka salicylan sodu. Próbował oczyścić kwas salicylowy i pozbawić go właściwości podrażniania błony śluzowej. Udało mu się to jesienią 1897 roku, gdy z kwasów salicylowego i octowego, otrzymał nowy związek chemiczny – kwas acetylooctowy (ASA), nazwany później aspiryną. Jednak dwa tygodnie później zsyntetyzował kolejną substancję – diacetylomorfinę, nazwaną wkrótce heroiną, która sprowadziła aspirynę na drugi plan. Prowadzone przez Heindricha Dresera laboratorium firmy Bayer zajęło się testowaniem obu substancji. Syntetyczna pochodna morfiny, nazwana heroiną, wypadła zdecydowanie lepiej, gdyż według Dresera ASA osłabiała serce i mogła mieć niepożądane działanie na chorego. To heroina miała nieść pacjentom ulgę, sprawiając, że chorzy na gruźlicę bez ataków kaszlu przesypiali noc. Do tego dochodziło niesamowite działanie przeciwbólowe. Bayer natychmiast wdrożył masową produkcję. Dowodzono, że heroina jako lek na kaszel jest dziesięć razy silniejsza od kodeiny i nie daje efektów ubocznych. Firma planowała sprzedawanie jej jako środka na kolki dla noworodków, przeziębienia, grypę i bóle stawów.

W listopadzie 1898 roku heroina została zarejestrowana jako lek. Rok później Bayer wyprodukował już tonę tej substancji i wysłał do 23 państw. Sprzedawano ją pod postacią pastylek, syropów i proszku. Nowy syrop na kaszel zawojował Stany Zjednoczone. Heroina sprzedawała się rewelacyjnie, dając firmie kolosalne dochody. Niestety zaczęły pojawiać się informacje o pacjentach, u których konieczne było ciągłe zwiększanie dawek ze względu na słabnięcie działania leczniczego. Lekarze informowali też o klasycznych uzależnieniach. Jednak dopiero w 1913 roku Bayer zdecydował się na wycofanie heroiny z rynku.

Aspiryna – dwie strony medalu

W tym czasie świat podbiła już aspiryna. Lek był przez cały czas potajemnie testowany przez Feliksa Hoffmanna i opatentowany w Berlinie w marcu 1899 roku. Zyski z jej sprzedaży szybko zaczęły zmniejszać straty związane z heroiną. W ciągu następnych 15 lat aspiryna stała się jednym z najczęściej używanych leków. Chociaż wynalazcy uważali, że ma służyć przede wszystkim do leczenia bóli reumatycznych, to szybko okazało się, że działa także na ból głowy, zębów, migreny, przeziębienia, grypę, kaca, zapalenie migdałków, katar sienny i wiele innych dolegliwości.

Popularności leku wcale nie ograniczał fakt, że przez ponad 70 lat od odkrycia nikt nie wiedział, w jaki sposób ASA działa. Dopiero badania Johna Vane’a doprowadziły w 1971 roku do wyjaśnienia mechanizmu jej działania. Powszechnie ceniona aspiryna zaskoczyła świat ponownie w połowie lat osiemdziesiątych, kiedy ustalono, że ASA przyjmowana co drugi dzień w małej dawce obniża ryzyko występowania zawału aż o 50 procent.

Reakcje niepożądane

Niestety, nie jest lekiem idealnym. Już trzy lata po wprowadzeniu aspiryny na rynek opisano przypadek pacjenta, który po jej zażyciu doznał uogólnionej pokrzywki, a w kolejnych latach przedstawiano przypadki chorych, u których występowała silna duszność astmatyczna. Przez ponad 100 lat używania odnotowano wiele niepożądanych reakcji. Sama firma Bayer, w ulotce dołączanej do leku, podaje wykaz osób, które nie mogą zażywać ASA oraz długą listę niepożądanych reakcji. Można w niej znaleźć fusowate wymioty i smoliste stolce, obrzęk naczynioruchowy, trudności z oddychaniem, duszność, napady astmy, tachykardię, spadek ciśnienia, zaburzenia żołądkowo-jelitowe, zgagę, nudności, zawroty głowy i szumy uszne, wysypkę, pokrzywkę, rumień, zapalenie lub przekrwienie błony śluzowej nosa i wiele innych.

ASA nie został również dopuszczony do stosowania u dzieci poniżej 12. roku życia.

dwóch lekarzy

Matka niesteroidowych leków przeciwzapalnych

Ujawnienie niepożądanych reakcji i niemożliwość używania ASA u dzieci skłoniły firmy farmaceutyczne do poszukiwania innych leków przeciwbólowych i przeciwzapalnych. W 1955 roku na rynku amerykańskim, jako alternatywa dla aspiryny, pojawił się paracetamol (acetaminofen), który czekał na swój wielki dzień ponad 70 lat od odkrycia. Promowano go jako lek pozbawiony działań ubocznych w przewodzie pokarmowym, który można również stosować u dzieci w przypadku gorączki. Rok później, gdy trafił do Wielkiej Brytanii, upowszechnił się też wśród osób starszych, u których miał nie wywoływać podrażnień żołądka.

Jednakże już w latach 60. pojawiły się doniesienia o skutkach ubocznych. Paracetamol zażywany zbyt często i w zbyt wysokich dawkach uszkadzał wątrobę, a także przyczyniał się do nasilenia objawów astmy. Uszkodzenia wątroby, związane z nadmiernym zażywaniem paracetamolu, były pośrednią przyczyną opracowania skuteczniejszego i mniej obciążającego organizm leku. Tak powstał ibuprofen, opracowany na początku lat 60. Pracownicy brytyjskiej firmy Boots odkryli, że właściwości przeciwzapalne kwasu acetylosalicylowego były związane z obecnością grupy kwasu karboksylowego. Po przetestowaniu 6 tysięcy innych kwasów karboksylowych opracowali substancję nazwaną początkowo „Brufen”. Jej działanie przeciwzapalne było dwukrotnie silniejsze od popularnej aspiryny. Ibuprofen łączył wiele pożądanych działań i okazał się strzałem w dziesiątkę. Był skuteczny przeciwbólowo, przeciwgorączkowo i przeciwzapalnie, dodatkowo można go było stosować u dzieci. Przy tym wykazywał o wiele mniejsze ryzyko działań niepożądanych w zakresie funkcjonowania wątroby i tylko nieco większe od paracetamolu ryzyko reakcji niepożądanych w przewodzie pokarmowym. Za ibuprofenem wysypały się na rynek inne leki z grupy NLPZ: naproksen, ketoprofen, diclofenac, indometacyna i wiele innych.

Cudowne leki czy cudowni truciciele?

Rynek oferował coraz więcej cudownych leków, w tym cały wachlarz dostępnych bez recepty. W Polsce nie tylko w każdej aptece, ale i na stacji benzynowej, sklepie spożywczym, kiosku z gazetami można kupić NLPZ, i to w niemałych dawkach. Reklamy radiowe i telewizyjne zachwalają działanie aspiryny i innych NLPZ, dających natychmiastowe uzdrowienia u dorosłych i u dzieci.

Żyjemy w czasach, gdy tempo i warunki życia nie pozwalają na chorowanie, czyli absencję w pracy. Musimy być non stop sprawni, zdrowi i gotowi do sprostania wyzwaniom. Co więc robimy, gdy dopadnie nas lub nasze dzieci jakaś infekcja, lub sprawność odbiera najgorszy wróg – ból? Sięgamy po NLPZ, które hojną ręką oferują firmy farmaceutyczne, łykamy je lub wcieramy w bolące miejsca. NLPZ stanowią drugą po antybiotykach najczęściej stosowaną grupę leków, a Polska zajmuje zaszczytne miejsce w pierwszej dziesiątce krajów europejskich o największym ich spożyciu. Najlepsze lekarstwo – zwolnienie z pracy i łóżko, chociaż jest jak najbardziej zasadne, nie znajduje zbyt wielu zwolenników.

Dlatego łykamy przez kilka dni tabletki aspiryny lub innego leku, które pozwalają nam przetrwać bez zwolnienia, a do tego nieświadomie dokładamy wysokosalicylanową żywność, kwas benzoesowy lub jego pochodne – powszechnie stosowane we wszystkich produktach konserwanty, a także barwniki azowe, nasilające niepożądane działanie salicylanów. Niestety, nikt nam nie uświadamia, że kiedy nasi przodkowie stosowali korę wierzby lub inne rośliny zawierające salicylany i/lub benzoesany, to sama natura chroniła ludzi i zwierzęta przed stosowaniem zbyt wysokich dawek. Gorzki smak skutecznie odstraszał przed ich nadużywaniem. Stosując naturalny preparat roślinny, poza salicyną chory przyjmował również inne składniki o charakterze polifenoli, takie jak flawonoidy, proantocyjanidyny i kwasy fenolowe o silnych właściwościach przeciwutleniających i przeciwzapalnych. Z tego względu prawdopodobnie niższe dawki naturalnego prekursora kwasu salicylowego i kwasu acetylosalicylowego dawały efekty lecznicze. Należy też pamiętać, że rośliny uznawane za lecznicze były dawniej stosowane w przypadku choroby i nie były spożywane często i w dużych ilościach.

Nadwrażliwość na aspirynę

Od początku XX wieku lekarze systematycznie odnotowywali przypadki nadwrażliwości na kwas acetylosalicylowy. Wieloletnie badania pozwoliły na wyodrębnienie różnych postaci nadwrażliwości na ASA. Pierwszą z nich jest postać oskrzelowa, określana mianem astmy aspirynowej (ASA-astma), która objawia się dusznością oskrzelową, uciskiem w klatce piersiowej, świstami i kaszlem. Druga postać – zapalenie błony śluzowej nosa i zatok z nadwrażliwością na aspirynę (CHES) objawia się wodnistym wyciekiem z nosa, blokadą nosa, łzawieniem, kichaniem, bólami okolic czoła i uszu, polipami nosa, zatok i sitowia. Najczęściej CHES występuje łącznie z ASA-astmą. Od 2002 roku obie postaci określa się mianem AERD – choroba układu oddechowego zaostrzana przez aspirynę. Jednakże najbardziej powszechnym określeniem dla oddechowej postaci nadwrażliwości na ASA jest „triada aspirynowa”. Występuje u 10-20% chorych na astmę i u 30-40% cierpiących na astmę i polipy nosa.

Trzecią postacią nadwrażliwości na ASA jest postać skórna, określana jako pokrzywkowo obrzękowa lub pokrzywka aspirynowa. W przypadku reakcji skórnej pojawiają się pokrzywka, świąd skóry, rumień, występujący najczęściej w okolicy twarzy i szyi, obrzęk warg, języka i krtani albo obrzęk naczynioruchowy twarzy i szyi. U osób nadwrażliwych na ASA lub inne NLPZ mogą się również pojawiać objawy ze strony przewodu pokarmowego, takie jak silne bóle brzucha, nudności, wymioty, biegunka, Najcięższą postacią nadwrażliwości jest hipotensja (znaczne obniżenie ciśnienia krwi) z utratą przytomności i pełnoobjawowy wstrząs.

kobieta je warzywa

Czy tylko aspiryna i NLPZ wywołują objawy?

Osoby cierpiące na nadwrażliwość na aspirynę i inne NLPZ w większości zdają sobie sprawę z konieczności unikania tych leków. Jednakże duża grupa osób z astmą, POCHP (przewlekłą obturacyjną chorobą płuc), przewlekłymi stanami zapalnymi lub polipowatością nosa i zatok, dolegliwościami ze strony przewodu pokarmowego czy zmianami skórnymi nie zdaje sobie sprawy, że może mieć problem z tolerowaniem ASA, kwasu salicylowego i pochodnych. Dodatkowo, zarówno lekarze, jak i pacjenci nie biorą pod uwagę tego, że substancje chemiczne występujące naturalnie w żywności, jak i duża grupa dodatków do żywności mogą również wywoływać niepożądane reakcje w przypadku nadwrażliwości na ASA. Do substancji pokrewnych ASA należą naturalne salicylany i benzoesany (pochodne kwasu benzoesowego), a także spożywcze barwniki azowe (tartrazyna, żółcień chinolinowa, żółcień pomarańczowa, azorubina, czerwień koszenilowa, czerwień Allura czy błękit patentowy). Nie dziwią więc, pojawiające się w piśmiennictwie naukowym, doniesienia o tym, że u większości pacjentów pomimo unikania aspiryny i NLPZ w górnych drogach oddechowych nadal toczy się stan zapalny, nawraca polipowatość, utrzymują się objawy skórne i żołądkowo-jelitowe, a objawy astmatyczne ulegają nasileniu. Pełnoobjawowa triada salicylanowa rozwija się latami. Długo jedynym objawem nadwrażliwości mogą być jedynie napady wodnistego kataru, niespecyficzne objawy żołądkowo-jelitowe lub skórne. 15% pacjentów z potwierdzoną testami prowokacyjnymi nadwrażliwością na aspirynę nie zdawała sobie sprawy z nietolerancji tej substancji.

Diagnostyka – prowokacja czy testy in vitro?

Próby prowokacji doustnej, donosowej, wziewnej lub dospojówkowej trwają kilka godzin, wymagają wykonania dodatkowych badań i stanowią bezpośrednie zagrożenie życia pacjenta. Dlatego lekarze zlecają je dopiero w przypadku nawracających polipów nosa i zatok lub ciężkiej astmy. W przypadku podejrzenia nadwrażliwości na inne środki z grupy niesteroidowych leków przeciwzapalnych stosuje się również testy skórne.
Poszukuje się możliwości wykrycia nadwrażliwości na aspirynę metodami in vitro, przy których unika się bezpośredniego zagrożenia życia pacjenta. Na uwagę zasługują testy badające odpowiedź układu odpornościowego na kontakt z ASA: test uwalniania leukotrienów, aktywacji bazofili czy ASPITest. Jednakże zdiagnozowanie nadwrażliwości tylko na ASA lub NLPZ i unikanie tych leków nie daje znaczącej poprawy.
U większości pacjentów, pomimo unikania aspiryny i NLPZ, nie ustępują objawy przewlekłego stanu zapalnego górnych dróg oddechowych i inne dolegliwości. Najczęściej jest to związane z tym, że lekarze nie informują o konieczności ograniczenia w diecie pokarmów i napojów wysokosalicylanowych, unikania żywności konserwowanej pochodnymi kwasu benzoesowego i barwionej barwnikami azowymi.

Zarówno kwas acetylosalicylowy, jak i inne NLPZ podrażniają i uszkadzają błonę śluzową jelit, a także niekorzystnie zmieniają skład mikrobioty (flory bakteryjnej jelit), co doprowadza do rozszczelnienia jelit. Przez uszkodzoną barierę jelitową do krwiobiegu przedostają się lipopolisacharydy bakteryjne – składnik osłonki bakterii, które wywołują endotoksemię, a w konsekwencji przewlekły stan zapalny. Powstająca nieszczelność jelit jest przyczyną przedostawania się poza ich światło nie w pełni strawionych cząsteczek pokarmów i rozwoju nadwrażliwości na inne składniki pożywienia.

Diagnostyka niepożądanych reakcji stanowi jeden z największych problemów współczesnej medycyny. Wynika to z różnorodności mechanizmów biorących udział w tych reakcjach, możliwości ich współistnienia i występowania reakcji krzyżowych.
Z tego względu należy wybierać metody dające możliwość wykrycia reakcji jak najbliżej momentu jej inicjacji, bez analizowania możliwych dróg rozwoju. Pozwala to uchwycić najwięcej potencjalnych mechanizmów.

Pomoc specjalistów

Warto więc wykonać test MRT (Mediator Release Test – Test Uwalniania Mediatorów), który wykryje nadwrażliwość na salicylany, a także 149 innych pokarmów i dodatków do żywności. Test mierzy automatycznie zmianę objętości leukocytów po kontakcie z antygenami pokarmowymi, która jest proporcjonalna do nasilenia wrogiej reakcji. Umożliwia to uchwycenie uwalniania mediatorów na początku reakcji, niezależnie od tego, które mechanizmy będą w nią zaangażowane na dalszych etapach. Zaletą testu jest to, że określając natężenie reakcji nie tylko wskazuje pokarmy, które są szkodliwe, ale również te, które są dla pacjenta najbezpieczniejsze. Bada także odpowiedź krwinek białych na dodatki do żywności i niektóre leki (kwas salicylowy, ibuprofen, acetaminofen), co znacząco zwiększa skuteczność zmodyfikowanego modelu żywienia.

Test MRT stanowi podstawę do opracowania indywidualnego Programu żywieniowego LEAP (Lifestyle, Eating and Performance). Program nie jest jedynie prostą dietą eliminacyjną, ale nowym sposobem odżywiana pozwalającym wyeliminować z diety szkodzące nam pokarmy, wyciszyć układ odpornościowy i zapobiec pojawianiu się nowych nadwrażliwości. Każdy, kto wykona test MRT i wejdzie w Program LEAP ma zapewnioną pomoc Certyfikowanych Konsultantów (lekarzy lub dietetyków). W przypadku nadwrażliwości na kwas salicylowy i NLPZ Konsultanci dodatkowo wskażą pacjentowi, jakich pokarmów musi unikać, ze względu na wysoką zawartość naturalnych salicylanów. Należy zwrócić uwagę, że bardzo wysoka ich zawartość cechuje dużą grupę powszechnie używanych i uważanych za prozdrowotne produktów roślinnych: oliwki i oliwa, orzech kokosowy, miód, przyprawy ziołowe i korzenne, awokado, prawie wszystkie owoce, część warzyw, a także napary ziołowe, kawa czy herbata.

Z nadwrażliwością da się żyć

Nawet z nadwrażliwością na ASA i NLPZ da się żyć. Trzeba jednak żyć z głową. Dieta niskosalicylanowa, choć kłopotliwa, pozwala na utrzymanie w ryzach dolegliwości i nie dopuszcza do rozwoju ciężkiej astmy aspirynowej. Trzeba jednak pamiętać, że im wcześniej zdiagnozowana nadwrażliwość i ustalona odpowiednia dieta, tym mniejsze spustoszenie dokona się w naszym organizmie. Warto więc wykonać test MRT, wejść w Program LEAP, a jednocześnie nie nadużywać aspiryny i innych NLPZ.